W praktyce przewodnickiej metodę, jaką jest oprowadzanie interpretacyjne, traktuję przede wszystkim jako inspirację i zachętę do współtworzenia przestrzeni, w której uczestnicy – czy to oprowadzania w muzeum czy spaceru miejskiego – wychodzą z zastanej nierzadko roli niemal niemego, przemieszczającego się tylko audytorium, by stać się interpretatorami wybranych obiektów. Obiekt zaś, staje się wehikułem opowieści, również tych osobistych. Opowieść interpretacyjna – jak dowodzi twórca metody, Thorsten Ludwig – poszerza zatem horyzont. Mieści w sobie nie tylko świat przedstawiony (na dziewiętnastowiecznej, na przykład, weducie), lecz także rozmaite doświadczenia i skojarzenia osób interpretujących. Stawką zaś tego działania/wysiłku jest wywołanie bezpośredniego doświadczenia u uczestników oprowadzania i „wytyczenie ścieżki ku głębszym znaczeniom”. A dzieje się to dzięki „kluczom dostępu”, na przykład sposobom snucia opowieści: zmianie perspektywy (patrzymy przez chwilę oczami anemicznych dzieci, żyjących w międzywojennej Polsce), pobudzaniu wyobraźni czy konkretniej – stymulacji percepcji zmysłowej.
Piszę o tym, dlatego że mam głębokie przekonanie, że metoda oprowadzania interpretacyjnego, i stające za nią rozpoznania, może posłużyć nie tylko w praktyce przewodnickiej, lecz także w warsztatach arteterapii.
Odniesienia:
Ludwig T., Oprowadzanie interpretacyjne. Jak budować relacje pomiędzy uczestnikami a dziedzictwem, przeł. J. Rumińska-Pietrzyk, Kraków 2019.