Osoby chorujące na depresję często określają swój stan „byciem w ciemnym miejscu”. Ciemne kolory w kulturze europejskiej kojarzą się z żałobą, śmiercią, a jasne „ożywiają”. Światło kojarzy się z życiem, dla osób uwzględniających duchowość – ze stwórczą energią. Człowiek dąży do światła, które zachwyca i kusi, ale nigdy nie można go dosięgnąć w pełni.
Kiedy patrzy się na budynek Sagrada Familia promienie słońca są życiem dla martwych murów świątyni. Gaudi zaprojektował ją tak, aby światło ożywiało ją na zewnątrz i wewnątrz, nawiązując do radości życia związanej z narodzinami Zbawiciela. Światło przechwytujące barwę kolorowych witraży pnie się od posadzki ku górze, jakby łącząc ziemię z niebem, śmiertelność i namacalną doczesność z doskonałością. W Fasadzie Narodzenia promienie słońca pojawiają się o świcie, zwiastując narodziny, aby zakończyć swój żywot na Fasadzie Pasji o zachodzie. Fasada Chwały oświetlana jest przez cały dzień oznaczając zmartwychwstanie . Zmagania życia ze śmiercią obrazuje również historia bazyliki – architekt nieustannie udoskonalał swoje projekty, a część z nich została zniszczona podczas wojny domowej w Hiszpanii. Sam Gaudi zmarł nagle podczas budowy wskutek nieszczęśliwego wypadku, a bazylika do tej pory jest w trakcie narodzin. Artysta spoczywa w krypcie świątyni, co też jest bardzo symboliczne w tym kontekście. Życie i śmierć, światło i ciemność złączone są w nierozerwalnym uścisku.
Kiedy piszę o świetle, przychodzi mi na myśl film Roberta Eggersa, „Lighhouse”, w którym bohaterowie o niejasnej przeszłości, rzuceni przez los na maleńką wyspę odciętą od świata, zbliżają się do siebie prawie symbiotycznie i nienawidzą jednocześnie, walcząc o dostęp do światła latarni morskiej, które ich woła, tym silniej, im bardziej pogrążają się w odmętach szaleństwa. „Obaj niczym ścierający się ze sobą Zeus i Prometeusz w walce o ogień. Jeden stoi na straży boskich praw natury, drugi sprzeciwia się niesprawiedliwemu porządkowi, zazdrosnemu zawłaszczeniu światła przez Boga” . Światło jest jak śpiew syreny, gdy w rzeczywistości obu mężczyznom zagląda w oczy śmierć.
Wiedza (światło) z jednej strony wybawia, z drugiej strony konfrontuje z tragiczną pozycją człowieka. „Ostrze mądrości zwraca się przeciw mędrcowi, mądrość jest zbrodnią względem natury” .
Wracając do wątku depresji, której podłożem jest freudowska melancholia doświadczająca jej osoba czuje, że straciła część siebie. Jej świat traci wewnętrzne światło, a ona sama odsuwa się od życia, pogrążając w samooskarżeniach, jej ciało również jakby „umiera” – nie może spać, nie ma apetytu, niekiedy relacjonuje poczucie jakiejś niepojętej katastrofy. Od zwykłej żałoby różni się tym, że libido nie może zostać wycofane z obiektu utraty i przekierowane na inny obiekt. Melancholik jest zatem w okowach śmierci za życia .
Psychoterapia jest wówczas nie wybawiającym światłem, nie pędem po doskonałość i oświecenie, a raczej próbą pomocy w przywróceniu możliwości doświadczania energii życiowej, uwzględniającej ograniczenia rzeczywistości.
Odniesienia:
https://www.spain.info/…/sagrada-familia-sztuka-antoni…
https://okiemfilmoholika.pl/…/the-lighthouse-recenzja…
Janion M., Żyjąc tracimy życie, cyt za Kalita L., Rytmy otchłani. Rozważania o wczesnych stanach umysłu, Oficyna Wydawnicza Fundament, Warszawa 2022, s 245.
Freud Z., Żałoba i melancholia w: Psychologia nieświadomości, Wydawnictwo KR, Warszawa 2009, s. 147
Zapraszamy do warsztatów z elementami terapii sztuką!